Przejdź do treści

Organizatorzy biegów górskich mówią o frekwencji i płaczą. Taa, chyba ze szczęścia.

Ostatnio mój znajomy podesłał na wspólny czat artykuł pochodzący ze strony Biegowe.pl o tytule: „Rynek imprez biegowych w odwrocie. Potężne spadki frekwencji na polskich biegach ulicznych”. Czytałem analizę pana Marcina Dulnika z zaciekawieniem, ponieważ bardzo lubię takie statystyczne smaczki. Zachęcam do zapoznania się z tą publikacją, w dość wyraźny sposób obrazuje aktualny trend w środowisku biegów ulicznych. Trend, który ogólnie rzecz ujmując nie napawa optymizmem w kontekście krzewienia kultury fizycznej, a przy okazji nie napełnia (już tak mocno) kieszeni organizatorów największych imprez biegowych w Polsce.

Czy byłem zaskoczony tymi danymi? Nie specjalnie, nawet bez szczegółowej analizy można zaobserwować, że boom na udział w biegach masowych zaczął przemijać. Przyczyniała się do tego pandemia, a obecnie względy ekonomiczne. Swoje zrobili, a w zasadzie nie zrobili, organizatorzy którzy w czasach prosperity ograniczali swoje działania do tego, że po prostu „byli” i to w zupełności wystarczyło do odniesienia sukcesu. Gdy czasy zrobiły się trudniejsze, dziwnym trafem najlepiej przetrwali je Ci, którym chciało się najbardziej. Mam szczerą nadzieję, że promocja kultury fizycznej i biegania jako najbardziej przystępnej formy aktywności fizycznej jeszcze swój złoty czas ma przed sobą.

Sprawdziłem jak cienko przędą organizatorzy biegów górskich.

Temat bardzo mnie zaintrygował, ponieważ gdziekolwiek w Polsce mam okazję porozmawiać z organizatorami górskich imprez biegowych, tam zawsze w jednym ze zdań padnie coś o bardzo trudnej sytuacji i małej frekwencji. W najlepszym wypadku temat jest po prostu pomijany. Naprawdę nie słyszałem nikogo, kto powiedziałby mi w prywatnej rozmowie, że „jest super dobrze, same przyrosty frekwencji”. Oczywiście ani nie mam w zwyczaju o to wypytywać, ani nie zawsze mam okazję porozmawiać z organizatorem imprezy. Chcę jedynie przekazać Wam, jaki obraz wyłania się z wielu rozmów, jakie w trakcie sezonu mam okazję zamienić. Obraz niestety zbliżony do tego co dzieje się na asfalcie – regresu frekwencji.

No to siadłem do excela. Posiłkowałem się danymi o liczbie finiszerów zamieszczonymi na stronie Ratemytrail.com. Wklepałem ręcznie do własnej tabelki 30 festiwali / wydarzeń biegowych z Polski o największej frekwencji. Roboty było sporo, bo niektóre z festiwali to łącznie nawet 7 różnych dystansów. Początkowo chciałem porównać tylko 2021 i 2022, ale stwierdziłem, że poprzedni rok w wyniku po-covidowych turbulencji nie jest do końca obiektywny, więc dodałem również dane z 2020, a także z 2019 roku, który ostatecznie potraktowałem jako bazę wyjściową.

W zestawieniu 30 imprez biegowych mamy statystykę:

2019202020212022
Liczba finiszerów24937194852534426743
Wzrost / spadek rdr-21,86%30,07%5,52%
Wzrost / spadek
względem bazy (2019 r.)
-21,86%1,63%7,24%

Okazuje się, że frekwencja w biegach górskich rośnie! Przypomnę, że piszę tutaj o 30 imprezach, tych największych. Po głębokich spadkach na poziomie 21,86% w roku pandemicznym, gdy większość imprez sportowych była odwołana, już w roku 2021 zanotowaliśmy wzrost względem okresu sprzed pandemii o 1,63%. Oczywiście jest to na tyle mało, że trudno mówić o realnym powiększeniu się społeczności biegowej, ale warto odnotować, że „powrót do sytuacji sprzed pandemii” przebiegł błyskawicznie.

Spójrzmy dalej, w 2022 roku zanotowaliśmy wzrost względem poprzedniego sezonu o 5,52% oraz o 7,24% względem bazy z roku 2019. To mniej więcej tak jakby dodać na mapie Polski jeden duży festiwal w roku (taki na poziomie top5 pod względem frekwencji). Nie jest to może świadectwo eksplozji zainteresowania biegami górskimi, ale jednak zarysowuje zupełnie odmienny trend względem tego z czym mamy do czynienia w biegach ulicznych.

Zastanawiam się nad tymi danymi i mam kilka przemyśleń:
1. W roku pandemicznym, gdy naprawdę z imprezami masowymi było cienko, organizatorzy 30 największych biegów górskich / festiwali „przepuścili” przez linię mety łącznie blisko 20 tys. biegaczy. Mnie to zaskoczyło, bardzo dużo względem całego środowiska górskiego.
2. Przyrosty w latach 2021 oraz 2022 to efekt częściowej migracji biegaczy z ulicy w biegi górskie. Ludzie „uciekli” z odwołanych imprez ulicznych w kameralne biegi górskie i cześć z nich w tym środowisku już została.
3. Łączna liczba finiszerów na TOP 10 największych biegach ulicznych w Polsce w 2022 wyniosła 52793. Natomiast łączna liczba finiszerów w TOP 10 największych festiwali górskich w Polsce w 2022 to 13096. Niemal dokładnie 4 razy więcej. Czy możemy przyjąć to porównanie za miarę tego, że środowisko biegów górskich jest 4 razy mniejsze? Zawsze mnie to zastanawiało – to jak duże w porównaniu do biegów górskich jest środowisko górskie? Jeśli faktycznie 4 razy mniejsze, to jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Spodziewałem się dużo gorszego (mniejszego) wyniku. Należy jednak dopowiedzieć, że w najtłuściejszym 2019 roku TOP 10 największych biegów ulicznych w Polsce finiszowało łącznie 90326 osób, podczas gdy w biegach górskich 13509. Było to mniej więcej o 6,7 razy mniej osób w górach w porównaniu do biegaczy ulicznych.

Zestawienie TOP 10 największych biegów / festiwali górskich:

2019202020212022
Liczba finiszerów1350995231236013096
Wzrost / spadek rdr-29,51%29,79%5,95%
Wzrost / spadek
względem bazy (2019 r.)
-29,51%-8,52%-3,06%

Dodatkowe światło na kierunek zmian w frekwencji finiszerów rzuca zestawienie ograniczone do TOP 10 największych biegów górskich w 2022 roku w zestawieniu z ich frekwencją z lat poprzednich. Okazuje się bowiem, że tendencja wzrostu całego środowiska nie pokrywa się ze wzrostem największych festiwali górskich. Z jednej strony to dla mnie zaskoczenie, ponieważ przeważnie największe festiwale górskie przodują w działaniach marketingowych, innowacjach, poszerzaniu oferty i wszelakich innych formach uatrakcyjniania wydarzeń, które organizują, a z drugiej strony ten spadek o 8,53% w 2021 roku oraz o 3,06% w 2022 roku względem bazy z 2019 roku, potwierdza że ludzie „uciekali” nie tylko z biegów ulicznych w góry, ale również z dużych festiwali w biegi mniejsze, bardziej kameralne. Wygląda jednak na to, że powoli do głosu zaczynają wracać najsilniejsi gracze.

Największe imprezy górskie imprezy biegowe (pod względem frekwencji).

W przeciwieństwie do biegów ulicznych z określeniem „największych” wydarzeń biegowych w górach jest ten kłopot, że część z nich jest po prostu limitowana pod względem uczestnictwa do poziomu wyznaczonego przez Parki Narodowe, na terenie których odbywają się te imprezy. Nie mam jednak ambicji stworzenia pracy naukowej, tylko wewnętrzną ciekawość i punkt zaczepienia dyskusji przy piwie ze znajomymi. Pominąłem więc kwestię limitów na biegach i po prostu sprawdziłem, jaka liczba finiszerów kończyła największe festiwale w Polsce w 2022 roku

M-ceNazwa biegu / festiwaluŁączna liczba finiszerów
(cały festiwal)
1.Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich3443
2.Festiwal Biegu Rzeźnika2492
3.Biegi w Szczawnicy
(Od 2023 Pieniny Ultra-Trail)
2149
4.Letni Bieg Zbója1407
5.Kudowski Festiwal Biegowy – Sztafeta Górska*1243
6.Łemkowyna Ultra-Trail1210
7.Letni Bieg piastów1091
8.Bieg 7 Dolin985
9.Chudy Wawrzyniec859
10.Chojnik Karkonoski Festiwal Biegowy830
10.Ultra Maraton Bieszczadzki830

Dwa największe, pozytywne zaskoczenia – Letni Bieg Zbója oraz Letni Bieg Piastów. Widać organizacja festiwalu w lato coraz bardziej przypada do gustu Polskim biegaczom. Nie stawiałem na te dwie imprezy, że znajdą się w TOP10. Pierwsza trójka z wyraźną przewagą, a lider DFBG w chwili obecnej jest bezkonkurencyjny. Ciekawe pod tym względem jest to, że to jedno z nielicznych wydarzeń, podczas których organizator nie zapewnia żadnych świadczeń zawodnikom z elity. Ani się tym zdaniem nie skarżę, ani nie chwalę takiego postępowania. Widać po prostu, że to jak „dopieszczona”, czy też nie, jest 'elita’ biegów, nie ma żadnego przełożenia na ogólną frekwencję. 🙂

Rozczarowująca jest dla mnie sytuacja z Biegiem 7 Dolin, który w 2019 roku pod nazwą „Festiwal Biegowy” posiadał frekwencję 2596 i był drugim co do wielkości festiwalem po Festiwalu Rzeźnika (który też zanurkował o blisko 500 osób w dół w tym roku). Tematy polityczne, rozbicie imprezy na dwie konkurencyjne: Bieg 7 Dolin oraz Europejski Festiwal Biegowy i mamy gotowy scenariusz jak spuścić do drugiej ligi świetne wydarzenie. Gdy wspominam już o „Europejskim Festiwalu biegowym”, który zasłynął w 2021 tym, że do wygrania było 100 tys. PLN dla najszybszej kobiety i mężczyzny, a w tym roku główne nagrody wynosiły po 50 tys. PLN, to należy napisać, że impreza ta przyciągnęła w ostatnich dwóch latach kolejno: 679 oraz 773 osoby. Jak się bawić, to się bawić.

*W przypadku biegów sztafetowych liczyłem każdego uczestnika wydarzenia, nie zespół.

Wniosek końcowy

Będąc obiektywnym oceniam, że sytuacja organizatorów biegów górskich jest zdecydowanie lepsza niż większości organizatorów biegów ulicznych. Liczby pokazują, że rynek górski wcale nie topnieje. Oczywiście na takie postrzeganie sprawy wpływa też fakt, że w biegach ulicznych mięliśmy dużą bańkę, która pękła z hukiem przez pandemię. Możemy zabawić się w gdybologię, że bez pandemii spadki we frekwencji biegów ulicznych i tak by były, ale nie tak drastyczne. Otwartym zostaje kwestia, czy pandemia pomogła biegom górskim, czy zaszkodziła? Na pewno zmieniła zachowania wielu biegaczy. Coraz mniej jest osób chętnych do zapisywania się na biegi 12 miesięcy wcześniej, panuje moda na czekanie z decyzją i formalnościami do samego końca. Co jednak mnie zaskoczyło, to że jednak liczba finiszerów rośnie, przynajmniej na podstawie przyjętej próbki porównawczej. Trudno przewidywać jest co będzie dalej, ale kusi mnie stwierdzenie, że dodatkowy czynnik ekonomiczny, który odgrywa coraz większą rolę przy podejmowaniu decyzji o starcie w biegu, będzie teraz bardziej oddziaływał na imprezy górskie niż na biegi uliczne. Bądźmy szczerzy, jeden weekend spędzony na festiwalu biegowym to z noclegiem, wyżywieniem, transportem i opłatami wpisowymi kwoty bez mała przekraczające 1000 zł. I nie mam tu na myśli podróży z całą rodziną do Zakopanego, tylko solowy wyjazd w wersji budżetowej. No chyba, że wybieramy się na Europejski Festiwal Biegowy i traktujemy start w biegu jako inwestycję. W kolejnym roku spodziewam się utrzymania poziomu frekwencji lub jej niewielkiego spadku. Muszę też napisać, że każdy kryzys ma też dobrą stronę. Najsłabsi organizatorzy niestety nie przetrwają trudniejszego czasu. To brutalne, ale dobre dla późniejszego odbicia tych najsilniejszych i działających najprężniej. To właśnie im życzę jak największych wzrostów frekwencji.

5 komentarzy do “Organizatorzy biegów górskich mówią o frekwencji i płaczą. Taa, chyba ze szczęścia.”

  1. Dla mnie zaskakujące dane. Przed pandemią na większość dużych i znanych biegów nie było szans się zapisać juz kilka dni po otwarciu rejestracji. Czyli z reguły około 8-10 miesięcy przed imprezą. Obecnie, sprawdzone na małej próbce, często kilka dni przed zawodami wciąż sa miejsca. A to by jednak wskazywało na spadek frekwencji…
    Chyba, że więcej osób sie zapisywało od razu (bo później nie będzie miejsc) i około 10-20% nie docierało na zawody co obniżało ilość uczestników. A teraz, przy rozsądniejszych (tj. późniejszych) zapisach, starcza miejsc dla większej ilości

    1. Hej,
      No ja miałem dokładnie takie same spostrzeżenia. Zmieniło się zachowanie biegaczy przy zapisach. W tej chwili lepiej czekać i zobaczyć co się będzie działo, niż w ciemno płacić za imprezę, która może stanąć pod znakiem zapytania.
      Najważniejsze, że rynek rośnie. 🙂

  2. Ja wiem, że mówi się, że coraz mniej ludzi biega, bo gdzieś tam było mniej zapisanych, pandemia itd. Ale kiedyś rozmawiałam z jednym z twoich podopiecznych na ten temat i postanowiłam wejść na stronę maratony polskie i policzyć z kalendarza, ile jest organizowanych biegów. Wiemy, że w tym kalendarzy nie ma wszystkich, a mimo to na koniec września było 88 imprez!!! W jeden weekend!!! Być może więc uliczni biegacze wcale nie biegają mniej, tylko jest tyle biegów, że ciężko jest zapełnić listy startowe na każdym 🙂 Pozdrawiam

    1. Hej Gośka,

      Słuszna obserwacja, to potwierdza też mamy do czynienia z migracją biegaczy z dużych imprez na te mniejsze. Mi to w żaden sposób nie przeszkadza. Jako promotor aktywnego stylu życia widzę w tym nawet dodatkowe plusy – lokalne wydarzenia mają często dużo większe przełożenie na aktywność miejscowej społeczności, niż „wielkie eventy gdzieś tam”. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *