Życie to sport indywidualny

Jakiś czas temu, podczas śniadania, włączyłem telewizor i z nudów zacząłem oglądać pewien program śniadaniowy. Przyznam, że nie zwracałem dostatecznej uwagi na jego treść, ale w pewnym momencie wpadło mi w ucho pytanie, nieznanego mi dotąd dziennikarza, kierowane do równie tajemniczego artysty:

– “Życie to sport indywidualny czy zespołowy?”
Pomyślałem, że jak na godzinę 8 rano, to zaskakująco ciekawe pytanie. Odpowiedź również była niezła:
– “Kiedyś myślałem, że zespołowy. Zorientowałem się jednak, że jest inaczej, kiedy członkowie mojego zespołu, zaczęli systematycznie strzelać samobóje.”

Czyli jednak można czasem w telewizji usłyszeć coś interesującego, coś co skłoni nas do refleksji. Tego dnia długo zastanawiałem się: “Moje życie to sport indywidualny czy zespołowy?”.

Biegacz to egoista. Tego jestem pewien. Wiem, że takie stwierdzenie jest mało popularne, bo lepiej udawać, że wszystko jest OK, że na wszystko w życiu jest miejsce. Ogólnie każdy twierdzi, że ma zbilansowane życie: DOM – RODZINA – PRACA – HOBBY. Niektórzy, dla zatuszowania swojego egoizmu, szukają alibi w postaci altruizmu. Nie mówię, że to złe, wręcz przeciwnie! Jeżeli zaspokajasz swoje pragnienia, realizujesz swoje cele, a przy okazji pomagasz innym – to świetna wiadomość! Jednak w głębi duszy musisz przyznać, że to Twój interes jest na pierwszym planie, czyli de facto żaden to altruizm.
Mam bardzo sympatycznego kolegę w grupie studenckiej, który pochodzi z Turcji. Nie wiem, może wynika to z różnicy kulturowej, ale jest on osobą bardzo szczerą, za co go cenię. Ostatnio, gdy zobaczył mnie na zajęciach, stwierdził, że jestem bardzo chudy. Uśmiechnąłem się tylko i powiedziałem, że mam tego świadomość. Wytłumaczyłem mu, że zbliża się maraton i muszę być w formie. Pokiwał głową z niedowierzaniem i zapytał:
– Po co w ogóle biegniesz ten maraton? Rzadko chodzisz na imprezy, na zajęciach siedzisz zmęczony, nieustannie pilnujesz diety, ciągle się dokądś śpieszysz…? Po co?
– Słuchaj Okan, możesz uznać, że jestem szalony, ale chcę to robić i tyle. Po prostu chcę czuć się spełniony.
– No dobra, a co z bliskimi, z rodziną, z przyjaciółmi? Wszyscy muszą się do Ciebie dostosować.
– Powiem tak: Ty chciałeś wyjechać do Polski, Twój ojciec miał inne plany… i co, siedzimy teraz przed zajęciami i rozmawiamy, gdzie? We Wrocławiu. Dlaczego to zrobiłeś? Zrobiłeś to, bo chciałeś. Na pierwszym planie postawiłeś swoje potrzeby. Rozumiesz?

aw

Ja, do swojego egoizmu, przyznaję się bez bicia! Jednak, czy to oznacza, że moje życie, to sport indywidualny? Niekoniecznie, przecież w każdym zespole znajdzie się samolub, który nie poda w decydującej akcji, tylko będzie chciał ją skończyć samodzielnie. Czasem spotka się on z krytyką, innym razem zostanie bohaterem.
Jak o tym myślę, to przychodzi mi do głowy bieg maratoński. Stajemy na starcie z myślą o nowej życiówce na granicy naszych możliwości. Ruszamy i nagle formuje się grupa 8 osób. Każdy w głowie ma swój własny interes, ale jednocześnie wie, że bez towarzyszy nie jest w stanie osiągnąć tak dobrego rezultatu. Klasyczny efekt synergii. Współpraca, ale trzeba liczyć się z tym, że jeśli tylko poczujesz słabość, któregoś z kompanów, to nie będzie najmniejszej litości. Pobiegniesz dalej sam, drużyna przestanie się liczyć.

Nie wiem, co na ten wpis powie moja rodzina, znajomi… mam nadzieję, że nikt nie poczuje się urażony stwierdzeniem, że życie to jednak sport indywidualny. W końcu ze wszystkich rodzajów komunikacji, w naszym życiu dominuje ta intrapersonalna. Komunikujemy na poziomie samoświadomości, mierząc się ze swoimi marzeniami, emocjami, przekonaniami.

Zdaję sobie sprawę, że odjechałem dzisiaj nieco filozoficznie, tylko lekko zahaczając o tematykę biegową, ale naszły mnie przedstartowe rozważania nad clou mojego biegowego wariactwa. Być może umysł szuka obszarów do analizy, uciekając od ciągłej projekcji bólu, jaki niewątpliwie czeka mnie w najbliższą niedzielę. A może, to po prostu nagły zastrzyk glukozy, po 3 dniowej absencji, spowodował tak bogate przemyślenia. Tak czy inaczej, chciałbym być już po maratonie i chciałbym móc powiedzieć wszystkim bliskim:
“Dzięki, że akceptujecie tego egoistę, którym jestem”!

my

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *